zaproszenia ślubne z kokardką

Zaproszenia na ślub

Tworzenie listy weselnej i decyzja, kogo zaprosić na swój ślub, to jedne z najtrudniejszych wyzwań przy jego organizacji. I nie wyręczy w tym młodych nawet najlepsza konsultantka ślubna, ani nikt z rodziny.

Wiele młodych par boryka się z dylematem, kogo nie wypada nie zaprosić na przyjęcie, ze względu na relacje i zobowiązania ich rodziców. I tak: ciotki, kuzynostwo, dawni sąsiedzi (z czasów, kiedy jedno z młodych wspinało się jeszcze po drzewach), lądują na liście, która zaczyna budzić coraz większy wstręt młodych. Nie takie emocje powinien powodować zbliżający się ślub…

Jak osiągnąć kompromis

Należy spojrzeć na to dwutorowo. Kompromis między rodzicami a młodymi będzie miał miejsce przede wszystkim w sytuacji, kiedy rodzice pomagają lub finansują przyjęcie. W przeciwnym razie, kiedy rodzice sami są gośćmi, dużo łatwiej jest powiedzieć im, że młoda para tworzy listę weselną samodzielnie. Z ewentualnymi sugestiami ze strony rodziców. Jednak dobrze jest pamiętać, że ich zobowiązania z przeszłości, czyli przede wszystkim to, że byli obecni na weselu kogoś z rodziny, nie są „dziedziczone” przez młodych. Zasada „rewizyty” na dziś ściśle dotyczy osób, które uczestniczyły w czyimś weselu, a nie tworzy zobowiązania do zaproszenia przez ich, biorące ślub, dzieci. W najbardziej komfortowej sytuacji wobec rodziny są osoby, które samodzielnie finansują swoje wesele, a w przypadku otrzymania pomocy ze strony rodziców, warto już na początku wyznaczyć ramy, kogo zapraszamy na przyjęcie i jaka intencja nam w tym przyświeca (wdzięczność, zobowiązanie, chęć podzielenia się swoim szczęściem, czy inne).

Były chłopak, porzucona narzeczona

Oczywiście demonizujemy w tej chwili, bo wiadomo, że najmniej chcielibyśmy widzieć w dniu swojego ślubu osoby, wobec których czujemy jakieś wyrzuty sumienia. Porzucona narzeczona, nawet jeśli wybaczyła wybrankowi, na pewno nie przysporzy pożądanych emocji panu młodemu. Ani tym bardziej pannie młodej, szczególnie, jeśli ta zna zaszłości między nimi. Zaproszenie „byłych” na swój ślub ma więc sens, kiedy relacje z nimi są dość przyjacielskie i kiedy nie zranimy tym zaproszeniem osoby, z którą będziemy przysięgać sobie miłość aż po grób. Ta sama zasada dotyczy byłych teściowych, rodzeństwa ex-mężów i ex-żon. Zupełnie natomiast nie odnosi się do dzieci (panny młodej lub pana młodego) z poprzednich związków. Niezależnie, czy mają one sześć, czy trzydzieści sześć lat, każde z młodych ma prawo, a pewnie i emocjonalną potrzebę zaprosić je na celebrację, w tym wesele, tak ważnego dnia w swoim życiu. I wybranek lub wybranka w żaden sposób nie powinni tego kwestionować.

panna młoda trzyma różowe zaproszenie ślubne wycinane laserowo

A co z kolegami z pracy?

Tu, dość mocno rozstrzygnięciu dylematu sprzyja zachodni zwyczaj wywieszenia lub rozesłania pocztą służbową zaproszenia na ceremonię ślubną do wszystkich współpracowników, a także szefów. Nie będzie niczym niestosownym, jeśli komunikat ten będzie miał charakter humorystyczny.

Problem może powstać, kiedy chcemy część współpracowników zaprosić także na przyjęcie weselne. Jak go rozwiązać zależy ściśle od tego, jaki typ relacji panuje u nas w pracy, czy utrzymujemy prywatne kontakty z niektórymi osobami, a z innymi wybitnie służbowe. Zawsze istnieje ryzyko, że ktoś niezaproszony na wesele, poczuje się urażony, szczególnie, jeśli zorientuje się, że inni koledzy, z którymi na co dzień spotyka się w biurze, wesoło gwarzą o uczestnictwie w przyjęciu. Dlatego warto tu kierować się wyczuciem taktu, a na pewno nie robić z podziału gości tajemnicy, ani też szczególnie się z nim nie obnosić.

Spodobał Ci się ten artykuł? Poleć go znajomym!

Kliknij w jeden z przycisków społecznościowych poniżej.