Zaktualizowaliśmy regulamin i politykę pry­watności. Jeśli posiadasz konto i chcesz w pełni z niego korzystać zaloguj się

Miłość spod Babiej Góry

Źródło: Fotografia Dominika Dworszczak

Dziewczyna z Orawy, wychowana w społeczności ludzi dumnych, z zasadami i przywiązanych do tradycji. I on, przedsiębiorczy młody mężczyzna z dużym poczuciem humoru. Zakochani w sobie do nieprzytomności. Oboje bardzo otwarci, na wskroś współcześni, ale i świadomi tego, skąd się wywodzą. Ich ślub i wesele wyrażały połączenie tych światów, dwóch, a nawet więcej pokoleń.

Rozmawia: Anna Machnowska, zdjęcia: Dominika Dworszczak

Poznali się na studiach, oboje należeli do akademickich klubów sportowych w Krakowie. Zaiskrzyło między nimi w trakcie jednej z imprez. Monika i Kamil przyznają, że obydwojgu bardzo zależało, aby nie zepsuć tego, co się między nimi zaczęło – wiedzieli, że to relacja inna niż wszystkie.

 – Poczekałem dwa dni, zanim napisałem do Moniki, niestety ona wpadła na ten sam pomysł. I po tej kilkudniowej grze umówiliśmy się na piwo, a potem były kolejne randki i tak po miesiącu uznaliśmy, że jesteśmy parą. Po trzech i pół roku oświadczyłem się – opowiada Kamil.

– Mazury, niebieska łódka i „Czy wyjdziesz za mnie?” przy brzegu jeziora Jeziorak... – Było bardzo romantycznie – wspomina Monika. Ich ślub odbył się czternaście miesięcy później.

Organizacja ślubu i wesela

Na początku para starała się organizować i załatwiać jak najwięcej spraw samodzielnie. Zdecydowała się na branding ślubu i wesela, dla zachowania spójności wszystkich elementów graficznych i dekoracji sami zaprojektowała zaproszenia.

Monika była menedżerem projektu, a ja – konsultantem – mówi Kamil.

Dzielili się zadaniami według talentów i możliwości czasowych. Pan młody, jako wprawny przedsiębiorca, skrupulatnie prowadził projekt pod tytułem „Ślub” w formie listy zadań w aplikacji Trello. – Rozpisaliśmy zadania pod kątem wspomnianego brandingu, menu itd., dzieląc je na podpunkty – sprawy konieczne do załatwienia.

Kiedy dochodziły kolejne zadania, zaczęli je także delegować osobom, które zaangażowane były w organizację.

Kamil: „W rezultacie udało nam się powierzyć około trzydzieści procent spraw do załatwienia, bez stresu, że coś zostanie niedopilnowane”.

Bez pomocy ani rusz

Para zgodnie przyznaje, że przydzielanie zadań zatrudnionym firmom i osobom zaangażowanym w pomoc przy organizacji pozwala znacząco zredukować stres. Ważne jest obdarzenie tych osób zaufaniem. Nieoceniona jest pomoc wykonawców i bliskich w dniu samego ślubu.

Kamil: „Mieliśmy oparcie w szóstce rodzeństwa Moniki, w trójce mojego rodzeństwa, a także w kuzynostwie i przyjaciołach. W sumie dziewięciu drużbów i dziewięć druhen. Każdy miał jakieś zadanie: ogarnianie wypłacania wynagrodzenia zespołowi i innym usługodawcom, dopilnowanie barmana, żeby dojechał na czas, wygłoszenie przemowy – tym zajął się mój brat. Odniósł się do zabawnej sytuacji z dzieciństwa, której ja nie pamiętałem, a mamie dzięki temu się ona przypomniała. Było świetnie! Opowiedział też o braterskiej przyjaźni. Dodał również, że Monice od razu dobrze z oczu patrzyło. Wygłosił monolog tak umiejętnie, że co dwa, trzy zdania cała sala wybuchała śmiechem!”.

Finanse, kalkulacje

Monika ma wybitny talent organizacyjny, za to Kamil nie dopuszcza, że jakieś wydatki mogłyby go zaskoczyć – świetnie planuje i zarządza budżetem. Efekt? Wszystko zostało dopięte na ostatni guzik, a goście weselni byli zachwyceni.

Monika: „Początkowe koszty idealnie nam się spinały, nasze założenie było takie, że nie przekraczamy ustalonych kwot – dzięki temu udało nam się zamknąć w sumie bardzo bliskiej tej, którą chcieliśmy przeznaczyć na ślub i wesele”.

Kamil: „Punktem zwrotnym w planowaniu budżetu było zorganizowanie dużej bazy noclegowej – w wybranym na ślub regionie Orawy nie było wielkiego wyboru obiektów, a na wesele w sumie zaprosiliśmy około dwustu osób. Nam ostatecznie udało się trafić doskonale”.  

Nowocześnie, ale z tradycjami

Monika pochodzi z Orawy, regionu Polski, w którym przestrzeganie tradycji związanych ze ślubami i weselami jest dla społeczności bardzo ważne. Młodej parze zależało na tym, by uwzględnić część zwyczajów w uroczystości ze względu na szacunek do starszych pokoleń. Stąd w domu odbyło się tradycyjne błogosławieństwo przyszłych małżonków, w kościele pojawił się zespół w strojach ludowych. Nie mogło w tym dniu także zabraknąć wykupowania panny młodej.

Otrzymaliśmy wiele pomocy od bliskich, szczególnie zaangażowane były obie mamy, ale co tu się dziwić, w obu rodzinach to był ślub pierwszego dziecka – mówi Kamil.

Na czym nie warto oszczędzać

Naszym zdaniem to, w co na pewno warto zainwestować, to bardzo dobry zespół. Dwa, trzy dodatkowe tysiące giną w ogóle kosztów, a to właśnie band robi całą imprezę – radzi Kamil. My nie mogliśmy lepiej wybrać – zdecydowaliśmy się na zespół z wyższej półki, świetna zabawa trwała prawie do 5.00 rano. Polskie hity przeplatały się z zagranicznymi, damski i męski wokal, do tego ultranastrojowy saksofon i wodzirej.

Małżonkowie uważają, że pierwszy taniec można sobie odpuścić, jeśli nie chce się dodatkowych stresów. Wstępnie chcieli na wesele przygotować układ, szczególnie że wcześniej chodzili razem na kurs tańca. Zdecydowali się jednak na spontan.

Odtańczyliśmy jedną minutę kawałka, krokami dwa na jeden z paroma obrotami, a potem puszczony został hit Sławomira „Miłość w Zakopanem” – śmieje się para. Była to dobra decyzja, bo wprowadziło to gości natychmiast w taneczny nastrój.

Sesja plenerowa

Odbyła się w późniejszym terminie, miesiąc po ślubie. – Kiedy znalazłam na Instagramie zdjęcia autorstwa Dominiki, wiedziałam, że to dokładnie taki klimat, jaki sobie wymarzyłam dla nas na sesję ślubną – opowiada Monika. – Miejsce to znajduje się niedaleko Białki Tatrzańskiej, w miejscowości Rzepiska. Za domkiem jest górka, z której rozpościera się widok na Tatry. Koło budynku znajduje się fińska balia, w której można odpocząć nawet zimą – dodaje.

W trakcie pleneru panna młoda miała na sobie suknię ze ślubu, nieco ulepszony – jak sama mówi – bukiet oraz makijaż i fryzurę wykonane przez sprawdzone już osoby.

Dominika umie zarządzać bohaterami sesji tak, aby nie byli spięci, a jednocześnie daje przestrzeń na własną inicjatywę – to dzięki temu efekt jest tak naturalny – mówi Monika.

Zza obiektywu

Dominika Dworszczak, która zrealizowała piękną sesję plenerową Moniki i Kamila, już w pierwszym kontakcie z przyszłą panną młodą wiedziała, że Stodoła u Jojo w Rzepiskach będzie idealnym miejscem.

Monice zależało na rustykalnym klimacie, a chata reprezentuje go i to w najlepszym guście, niczego nie trzeba w niej zmieniać, aby osiągnąć wspaniały efekt – mówi fotografka. – Klimat tworzą piece kaflowe, góralskie ławy, perfekcyjnie skomponowane z resztą detale i światło – to wprost idealne miejsce do robienia zdjęć. Drugim atutem była bliskość pleneru dla państwa młodych. Jest tu szczególnie, nie bez powodu odbywają się tu liczne sesje, małe uroczystości rodzinne i warsztaty. Sama trafiłam do chaty, uczestnicząc w zajęciach dla fotografów – opowiada Dominika Dworszczak.

Choć poznali się dopiero w aucie, w drodze na sesję, od razu złapali ze sobą świetny kontakt. Na pewno pomogła w tym wcześniejsza bogata korespondencja, dzięki której Monice i fotografce udało się dopracować zamysł sesji i ustalić szczegóły. O tym, jak udało się stworzyć tak wspaniały klimat, opowiada sama Dominika Dworszczak:

To dla mnie bardzo ważne, aby poznać oczekiwania pary w jak największych szczegółach. Interesują mnie zdjęcia, które zainspirowały parę, ich gust, a także stroje ślubne, które wybrali – to wszystko tworzy klimat na zdjęciach.

Panna młoda wykazała wiele inicjatywy – samodzielnie wykonała wianuszek z eukaliptusa, dobrała piękną, pasującą do klimatu sesji wiązankę. Oboje byli bardzo naturalni w zachowaniu, ale i słuchali moich sugestii, co razem złożyło się na efekt na fotografiach.

Co robię, jeśli para czuje się zestresowana przed obiektywem? Czasem żartuję dla rozluźnienia atmosfery, innym razem po prostu rozmawiam z bohaterami sesji, podpowiadam, jak państwo młodzi mogą ustawić się, aby efekt na zdjęciach był jak najlepszy.

Czy osoby towarzyszące parze przeszkadzają w realizacji sesji? Zdarza się, że tak – jestem zwolenniczką realizowania zdjęć, nawiązując kontakt z samą parą. Najgorzej jest, jeśli ktoś chce za bardzo ingerować w sesję lub krytycznie obserwuje mnie w trakcie wykonywania pracy – z mojej perspektywy kadr może być trafionym, choć pod innym kątem para nie wygląda zachwycająco. Wszystko jednak jest do dogadania, szczególnie że zdarza się, iż asysta jest bardzo pomocna, na przykład kiedy do sesji wykorzystywane są liczne rekwizyty.

Co sprawiło, że wesele Kasi i Wojtka na Podhalu udały się tak wspaniale!

Zdjęcia: Fotografia Dominika Dworszczak