Targi Młodej Pary w Krakowie — 27.09.2020 odbierz bezpłatny bilet
Para Młoda w kościele, reportaż ślubny

Ludowa suknia ślubna jako główny punkt programu - wyjątkowy reportaż ze ślubu i wesela Eweliny i Damiana!

Źródło: Szczęśliwe Kadry

Ewelina i Damian są przywiązani do rodzinnych tradycji. Mimo że pochodzą z Radomia, a aktualnie mieszkają w Warszawie, swoim ślubem postanowili nawiązać do pięknych zwyczajów Śląska Cieszyńskiego – rodzinnego miasta babci i taty Eweliny. Starania młodej pary i cud miłosnych uczuć udało się uchwycić na fotografiach Wiktorowi ze Szczęśliwych Kadrów.”

Ewelina i Damian pochodzą z tego samego miasta i znają się jeszcze ze szkoły. Od razu się polubili ze względu na podobne poczucie humoru. Wiele wspólnych tematów do rozmów potwierdziło, że nadają na tych samych falach. Jednak nie od razu sympatia przerodziła się w miłość. Ewelina zdradza: Przez lata widywaliśmy się na imprezach u wspólnych znajomych, wpadaliśmy na siebie przy różnych okazjach... Ale oboje wciąż pozostawaliśmy w innych związkach, wyjechaliśmy na studia do dwóch różnych miast. Straciliśmy kontakt na klika lat, by przypomnieć sobie nawzajem o swoim istnieniu już jako dorośli i ukształtowani ludzie. Zaczęło się od kurtuazyjnych życzeń urodzinowych, a skończyło na ponownych spotkaniach. Przez jakiś czas wszystkich wokół przekonywaliśmy, że łączy nas tylko przyjaźń. Jednak chyba nikt w to nie wierzył, nawet my sami. Nasza odrodzona znajomość przerodziła się w silne przywiązanie i romantyczne uczucie, a już po chwili nie potrafiliśmy wyobrazić sobie życia bez siebie!

Zdjęcia: Szczęśliwe Kadry

Ponieważ Ewelina studiowała w Warszawie, Damian znalazł tam pracę i wspólnie zamieszkali w niewielkiej kawalarce. To właśnie wtedy nauczyli się wzajemnego szacunku dla swoich potrzeb i utwierdzili w przekonaniu, że chcą być razem na zawsze. Zgrali się ze sobą tak bardzo, że mimo tego, iż aktualnie razem pracują i wszystkie sprawy załatwiają wspólnie, nigdy nie mają się dość i męczy ich nawet krótka rozłąka. Świeżo upieczona małżonka podkreśla: – Wspólne życie zbudowaliśmy na przyjaźni, która przerodziła się w miłość. Myślę, że to jest nasz sposób na radzenie sobie z szarością dnia codziennego i recepta na szczęście, bo gdy zauroczenie przeminie, na stare lata zostaniemy najlepszymi przyjaciółmi.

Wyjątkowe oświadczyny z chóralnymi gratulacjami

Para zaręczyła się po czterech latach związku w Cieszynie, rodzinnym mieście taty i babci Eweliny. Dziewczyn chciała tam zabrać Damiana, żeby poznał śląską kulturę, historię i malownicze zakątki. Najwyraźniej pan młody poczuł wyjątkowy klimat, ponieważ postanowił wykorzystać go na poproszenie swojej ukochanej o rękę. Ale to nie wszystko! 

Traf chciał, że w tym samym czasie w Cieszynie odbywał się zjazd chórów, w którym uczestniczyli moi rodzice, od lat udzielający się w Chórze im. Oskara Kolberga przy Parafii Ewangelicko-Augsburskiej w Radomiu. Nie potrafili długo utrzymać w tajemnicy takiego wydarzenia i jeszcze tego samego dnia do kolekcji pięknych rodzinnych wspomnień dołączyło gromko wyśpiewane „Sto lat” na Wzgórzu Zamkowym w Cieszynie. Weekend pełen wzruszeń szybko przeszedł do historii, a przed nami stanęło wyzwanie przygotowań do ślubu i wesela – wspomina Ewelina.

Wyjątkowy akcent – ludowa suknia ślubna

Przygotowania do wielkiego dnia trwały niecały rok. Najważniejszym punktem – głównie ze względu na rodzinne tradycje – okazał się wybór odpowiedniej sukni ślubnej.

Przez wzgląd na miejsce zaręczyn, ale też mając w pamięci historię rodziny i fakt, że moja babcia, cieszynianka, sama brała ślub w przepięknym stroju ludowym właściwym dla Śląska Cieszyńskiego, postanowiliśmy, że ja również pójdę w takim do ołtarza. Choć suknia po babci się nie zachowała, skorzystaliśmy z wypożyczalni strojów regionalnych w Gminnym Ośrodku Kultury w Goleszowie – mówi Ewelina i z zaangażowaniem dodaje:Na kobiecy strój cieszyński noszony przez panny młode składają się: czarna lub ciemnobrązowa suknia z ciemnym gorsetem głęboko wyciętym z przodu, pięknie haftowanym w motywy florystyczne (przez bogate panny dodatkowo zapinanym z przodu srebrnymi klamrami), biały kabotek, czyli koszula z bufiastymi rękawami spięta pod szyją srebrną broszką, obowiązkowo biały fartuch (te wzorzyste przeznaczone są dla mężatek) i biała przepaska zawiązana w kokardę z przodu sukni. 

Piękna ludowa kreacja nie do końca pasowała jednak do całkowitej wizji uroczystości, na której miał gościć DJ serwującym gościom współczesne hity. W związku z tym Ewelina zdecydowała się na zakup drugiej, mniej zobowiązującej, sukni – głównie do tańczenia. Przepiękna kreacja z tiulowym dołem, przepasana ciemnoróżową wstęgą to dzieło firmy Szyjemy Sukienki. Z racji tego, że Damian dopiero co związał się symbolicznie ze Śląskiem, miał na sobie dość tradycyjny jasnoszary garnitur.

Wesele w stylu rustykalnym

Decyzja o wyborze stroju ludowego narzuciła samoistnie motyw przewodni ślubu i wesela. I tak rozpoczęliśmy kompletowanie dodatków i dekoracji w stylu rustykalnym: koronek, juty, naturalnych materiałów. Razem z mamą wiele ozdób wykonałyśmy własnoręcznie, np.: świeczniki na tealighty, ozdobiłyśmy wazony, przystroiłyśmy stoły jutą i serwetkami, a ścianę za stołem państwa młodych – firankami, sztucznym bluszczem i kurtyną LED. Prawie całe przystrojenie kościoła i sali było dziełem naszych rąk (oczywiście nie obyło się bez pomocy bliskich), nawet bukieciki przy ławkach kościelnych czy bukiety na stołach – mówi z dumą Ewelina. Inne ważne elementy para zleciła jednak profesjonalistom – za bukiet panny młodej czy kwiaty w butonierce pana młodego była odpowiedzialna kwiaciarnia „Po Schodkach” z Radomia, z kolei modny tort weselny w stylu naked cake to dzieło cukierni „Kilian”.

W związku z dużym wkładem własnych sił w przygotowania oraz niezastąpionej pomocy bliskich Ewelinie i Damianowi ślub i wesele udało zorganizować się, zamykając się w rozsądnym budżecie: – Nie zakładaliśmy z góry, jaką kwotę chcemy wydać, lecz podejmując każdą decyzję, staraliśmy się, aby była przemyślana. Dużo pomogli nam też rodzice – mówi panna młoda i zaznacza: – Choć taki dzień zdarza się tylko raz w życiu, nie udawaliśmy kogoś, kim nie jesteśmy – nie zaciągnęliśmy kredytu, żeby komuś zaimponować blichtrem i luksusem

Na wesele Ewelina i Damian zaprosili 115 osób – najbliższą rodzinę i ukochanych przyjaciół. Ponieważ wybrana przez nich radomska restauracja „Złoty Karpik”, ulokowana romantycznie nad jeziorem, nie dysponowała tak pożądanymi aktualnie okrągłymi stołami, młodzi musieli zdecydować się na prostokątne. O dziwo okazało się to dla nich o wiele lepszym rozwiązaniem. Ewelina zauważa: – Ten drobny mankament, który na początku nam przeszkadzał, okazał się zbawienny przy usadzaniu gości. Możemy sobie tylko wyobrazić, że przy większej liczbie stolików to już i tak skomplikowane zadanie, wymagające cierpliwości, ekwilibrystyki i dyplomacji, jest pewnie dwa razy trudniejsze!

Bez stresu i blichtru, ale za to z naciskiem na przeżycia duchowe

Staraliśmy się, aby nasze wesele miało swobodny charakter i każdy czuł się komfortowo. Sami wspominamy tę noc jako pełnię szczęścia, a wszystko dzięki towarzystwu rodziny i przyjaciół. Choć wcześniej stresowaliśmy się na myśl o tym dniu – jak wypadniemy i czy uda się wszystko dopiąć na ostatni guzik – jak tylko ujrzeliśmy uśmiechnięte twarze gości, cały stres minął. Bawiliśmy się do samego rana i, pewnie jak każda para młoda, żałujemy tylko, że wieczór tak szybko minął i nie spędziliśmy z każdym tyle czasu, ile byśmy pragnęli – wspomina z rozrzewnieniem Ewelina. 

Wspólne przeżycia były dla małżonków szczególnie ważne, jeśli chodzi o sam ślub kościelny, który odbył się w Kościele Ewangelicko-Augsburskim w Radomiu. Uświetniony został koncertem muzyki klasycznej w wykonaniu tercetu pod kierownictwem Ireneusza Wąsika oraz pieśniami wykonanymi przez Chór Parafialny im. Oskara Kolberga. – Preludium towarzyszące mi w drodze do ołtarza zostało skomponowane specjalnie na tę okazję przez Ireneusza Wąsika, a jego zapis nutowy oprawiony w ramy jest jednym z najwspanialszych prezentów, jakie tego dnia otrzymaliśmy – mówi Ewelina i dodaje: – Nie obyło się bez łez wzruszenia, które wywołała moja mama, śpiewając z diakon Katarzyną Rudkowską poruszający utwór-niespodziankę „Dwa serduszka” z repertuaru zespołu Mazowsze, czym zachwyciła wszystkich zebranych, a nas w szczególności... Uroczystość przeszła nasze najśmielsze oczekiwania, a wspomnienie tego wykonania sprawia, że łzy nabiegają nam do oczu, ilekroć słyszymy pierwsze słowa tej piosenki.

Paznokcie ślubne - jakie trendy rządzą w tym roku